niedziela, 25 września 2016

Rozdział 5. Poznanie

Brak komentarzy:
Witam! Przynoszę do was kolejny rozdział! Jak idzie Wam nauka?  U mnie strasznie...  Nie ma dnia bez kartkówki/sprawdzianu/sesji.  Masakra! Ale co to dla mnie!  Jak zwykle znalazłam czas na pisanie- i wyrobiłam się!  WOW! Następny rozdział postaram się dodać połowa/koniec października. A tymczasem zapraszam do czytania!

Rozdział 5. Poznanie

 Mężczyzna długo wpatrywał się w elfią dziewczynę. Przyglądał się jej dużym, niebieskim oczom, cerze gładkiej niczym płatek róży. Jej małe, jednak pełne usta rozciągnęły się w smutnym uśmiechu. Jasne włosy targane wiatrem ukazały coś, co szczególnie zwróciło jego uwagę. Para spiczastych uszu. W ciszy badał jej każdy ruch i drgnięcie. W końcu, po pierwszym szoku, delikatnie uniósł kąciki ust w górę, starając się nabrać łagodny wyraz twarzy.
 - Witaj. Mogę ci w czymś pomóc?
Lutia zawahała się. Ścisnęła mocniej nadgarstek brata. Chłopiec syknął i powoli wyswobodził się z ręki siostry.
 - Przepraszam, jeśli przeszkadzam - zaczęła- Ale... Czy mogłabym... Porozmawiać o...
Nie wiedziała, co powiedzieć. O czym chciała mówić? O elfach? O ucieczce? O swoich problemach? Przecież wcale nie musiał jej słuchać!
Postanowiła stąd odejść, póki miała czas. Odwróciła się z zamiarem ucieczki, gdy poczuła czyjąś dużą, ciepłą dłoń na ramieniu.
 - Poczekaj.
Dalijka spojrzała zdziwiona na elfa.
 - Z jakiego klanu jesteście?
 - Lavellan- odpowiedziała zgodnie z prawdą.
 - Lavellan...- powtórzył. - Proszę, wejdźcie!
Uchylił lekko drzwi, zachęcając rodzeństwo. Zdziwienie malowało się na twarzy dziewczyny. Szybkim krokiem przeszła przez próg chatki.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Rozdział 4. Witamy w Inkwizycji

Brak komentarzy:
Witajcie po długiej przerwie!
Na wstępie chciałam podziękować za miły i dodający otuchy komentarz Clacier!
Naprawdę, dzięki tobie jeszcze dziś publikuję ten rozdział ( nie w przyszłym tygodniu czy za dwa, cóż poradzić, leniuszek ze mnie <3 ).
Mam nadzieję, że od tej pory będzie nas więcej i więcej, a fani DA złączą się w sile i duchu.
Zapraszam na nowy rozdział!

Rozdział  4. Witamy w Inkwizycji


 Cichy chlupot wody odbijał się echem po lesie. Czarna, niemal bezgwiezdna noc wisiała nad głowami rycerzy. Wszyscy byli zajęci pochłanianiem skromnego, aczkolwiek smacznego posiłku. Skwierczenie ognia skutecznie odstraszały naprzykrzające się owady. Cullen wraz z Kasandrą obmyślali kolejny plan wybicia venatori, kątem oka spoglądając na skuloną elfkę siedzącą przy ognisku. Lutia niespokojnie wierciła się w miejscu, obserwując rudowłosą kobietę. Leliana wskazała głową gar gulaszu.
 - Powinnaś coś zjeść. Nie chcesz chyba paść z głodu?
Niebieskooka przyciągnęła kolana do siebie i oparła na nich swoją brodę.
 -Nie jestem głodna.
Szpieg mistrzyni przeniosła wzrok na śpiącego obok jasnowłosej Nathaniela.
 - W porządku. Jeśli nie chcesz zrobić tego dla mnie, zrób to dla niego. Potrzebuje cię.
Lutia przyglądała się gotującej zupie. Po chwili głośne burczenie rozległo się wkoło ogniska. Czerwone rumieńce oblały twarz dziewczyny, która szybka spuściła głowę. Po paru minutach nalała odrobinę dania do misy i w błyskawicznym tempie zjadła.
 - Widzisz? Nie była zatruta. Smakowała ci?
 - Mhm...
Pomimo chęci Leliany, elfka dalej trzymała wszystkich na dystans. Nie dopuszczała do siebie żadnej dobrej myśli obejmującej jej towarzyszy. I nie miała jej tego za złe. W końcu to przez nich odeszła jej rodzina i przyjaciele. 
Usłyszała kroki i odruchowo musnęła dłonią swojego sztyletu. Jasna czupryna wyłoniła się z cienia.
 - Spokojnie, to tylko ja!
Kasandra posłała mu gniewne spojrzenie.
 - Cóż, to tylko my... - Poprawił się Cullen.
Czarnowłosa podeszła do ostrouchej. Dziewczyna wpatrywała się w  kobie z zawiścią w oczach. Otuliła się mocniej rękami i zaczęła wbijać paznokcie w skórę, zostawiając na niej ślady w kształcie półksiężyca.
 - Nie musisz mi odpowiadać, jeśli nie nie chcesz. Chcę tylko, abyś mnie wysłuchała.
Lutia kątem oka zerknęła na ciemnooką. Przyglądała się umęczonej twarzy oświetlonej ogniem. Nienawidziła jej i dziękowała bogom za każde doznane przez nią cierpienie.

sobota, 21 maja 2016

Rozdział 3. Znamię

Brak komentarzy:


Głosy ucichły, a oczy wszystkich zwrócone były w stronę elfki. Oddychała szybko, w nierównych odstępach czasu. Jej zwykle radosne, pełne życia oczy, przykryte były mgłą. Nawet najjaśniejsza iskra nie była w stanie jej przebić. Sierżant Cullen zaniemówił, wpatrując się w zrozpaczoną dziewczynę. Przyglądał się, jak bezradnie próbowała ugasić płomienie.  Ogień jednak się rozprzestrzeniał, obejmując korony drzew i krzewów. Chciał podejść, chwycić ją za rękę i powiedzieć "Przykro mi".  Ale czy miał do tego prawo?
Jasnowłosa z wściekłością rzuciła się na wojowników. Mężczyźni ubiegli jej atak. Jeden z nich chwycił jej rękę i mocno wykręcił. Przygryzła wargę powstrzymując jęk bólu. Po krótkiej szamotaninie wyrwała się z uścisku napastnika i wycelowała w niego lewą dłonią. Kotwica błyskała jasnozieloną poświatą. Nad nimi pojawiła się dziura, a z niej zaczęły wychodzić demony.
  - Wszyscy do broni! - krzyknęła Kasandra.
Rozniósł się znajomy szczęk metalu, by po chwili zatopić broń w sercach potworów. Elfka czekała w oddali, jednocześnie przyglądając się strasznym istotą. Wiedziała, że to nie ona otworzyła szczelinę. Więc kto?

sobota, 16 stycznia 2016

Spotkanie po latach

Brak komentarzy:


 

Pewien starszy mężczyzna stał właśnie przed karczmą "Pod Wisielcem". Swoją prawą dłonią przeczesał czarne, lekko siwiejące włosy, po czym chwycił sakwę zwisającą z jego skórzanego pasa. Sprawnie odliczył pięć monet, poprawił lnianą koszulę i wszedł do środka.

Światło bijące ze świec niemal go zaślepiło. W powietrzu można było wyczuć odór potu, zapach olejków korzennych oraz słodką woń miodu. Kobiety podawały klientom napitki, nie oszczędzając mężczyznom widoku, na który tak uparcie czekali. Bard w kącie właśnie nastrajał lutnie, ale nie trzeba było długo czekać, aby usłyszeć słowa i melodię tak bardzo mu znaną.

"Szary Strażniku, przyznaj nam się,

złożyłeś przysięgi, dziś

złamałeś je..."

Delikatnie, w rytm utworu, szedł w stronę zajętego stolika. Deski pod jego ciężarem zaskrzypiały, dając do zrozumienia, ile lat już minęło od jego ostatniej wizyty.

Rozdział 2. Ogień

Brak komentarzy:


Na łące, leżącej tuż za lasem w którym znajdował się obóz, szły dwie postacie. Lutia, jasnowłosa elfka, oraz jej młodszy brat- Nathaniel. Ponieważ matka dziewczyny była czystej krwi Dalijką, postanowiła nazwać dziewczynę Luteija- imieniem szczególnie szanowanym przez jej pobratymców. Jednak z powodu przedziwnej choroby gardła, imię dziewczyny zostało niezrozumiane- i tak narodziła się Lutia.
Z kolei ojciec rodzeństwa pochodził z Fereldenu, gdzie dawniej miała miejsce ostatnia plaga.
Chłopiec delikatnie trzymał się dłoń siostry, rozglądając się i napotykając różne rodzaje roślin, których nigdy dotąd nie widział. Obydwoje ubrani byli w białe i jasnozielone tkaniny.
Elfka rozpuściła swoje złociste włosy, tak, by mogły swobodnie opadać falami na jej plecach. Duże, niebieskie oczy patrzyły z politowaniem na Nathaniela, który właśnie w tej chwili wyjadał gruszki z ich wspólnego koszyka.
  - Nathaniel, zostaw to. To nie dla ciebie.
Chłopiec oblizał palce i odwrócił się w stronę siostry.
  - Ale ja to znalazłem! Dla kogo więc?
Dziewczyna wyrwała zdobycz  z rąk brata i delikatnie, uważając by nie pobrudzić sukienki,  uklękła przed nim tak, by mogła spojrzeć mu w oczy.
  - Pamiętasz te dobre ciasteczka z jagodami?
Zielonooki zamyślił się, po czym skinął głową.
  - W tym roku jest ich mało, więc nazbieraliśmy innych owoców. Mamae chce nam zrobić przyjemność i upiecze nam słodkości.
Uśmiechnęła się, po czym pocałowała malca w czoło. Ten szybko zrozumiał, o czym mówiła jasnowłosa i rozpromienił się.
Wiedział, że to naprawdę dobre ciastka.

***

piątek, 30 października 2015

Brak komentarzy:
Już coraz bliżej!!!

Zakładka "bohaterowie" w górnej części ekranu została uzupełniona! (Przynajmniej tyle, ile mogę zdradzić ).
Dlaczego o tym piszę? Otóż, blog jest nowy, a więc cały czas dopracowywany. Dlatego radzę zaglądać od czasu do czasu do poszczególnych zakładek.

Niektóre rzeczy mogą zostać pominięte, ale przyczyną tego jest wprowadzenie do fabuły. Tak więc poszczególne elementy będą na bieżąco dodawane.

Drugi rozdział pojawi się najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu. Mam już mniej więcej zarys, wystarczy tylko chwycić długopis, i pisać!
Życzę Wam miłego weekendu!


Mien'harel
 

środa, 7 października 2015

Rozdział 1. Dom ( Prolog )

Brak komentarzy:

   - Mamae, dlaczego Nathaniel otrzymał Vallaslin a ja nie?
W pewnym namiocie, znajdującym się w klanie Lavellan, usłyszeć można było głosy. Jeden, wyniosły i dojrzały, oraz drugi, energiczny i pewny.
W pewnym namiocie dojrzeć można było cienie. Kobietę, zabawnie brzdąkającą garnkami, dziewczynę siedzącą swobodnie na pryczy i małą, czarną plamę znajdującą się obok niej.
W pewnym namiocie poczuć można było ciepło, zapach świeżej jagnięciny i serdeczność gospodyni.
To właśnie w owym pomieszczeniu, dwie piękne elfki spierały się - jak co dzień - o prawo "noszenia" pisma krwi.
  - Skarbie, tłumaczyłam Ci. Uznaliśmy z  ojcem, że nie będziemy tworzyć żadnych wzorów na twej ślicznej buzi. Gdy dorośniesz, jeszcze nam podziękujesz.
Dziewczyna spojrzała na matkę. Od dawna ciągnęły tą grę. Choć ojciec elfki zmarł zaledwie kilka lat temu, wciąż powtarzały sobie, że już za niedługo ponownie przekroczy próg obozowiska. Tak było prościej. Dla nich obu.
 Brązowe, długie loki spływały kaskadą po plecach, co rusz potraktowane płynnymi ruchami palców kobiety. Zielone oczy odbijały się w ogniu gasnącym na palenisku, znajdującym się pośrodku namiotu. Zgrabna, drobna sylwetka sprawiała, że nie jedna szlachcianka zazdrościła jej urody. Skóra rozdzicielki, przypominająca odcieniem soczyste brzoskwinie, również nie okazywała zastrzeżeń. Jedynie zawiły wzór, znajdujący się na twarzy, przesłaniał rzeczywisty obraz doskonałości.
Pod względem urody były dość różne. Kobieta miała ostre rysy twarzy i prosty, długi nos, podczas gdy córka mogła pochwalić się szczupłą buzią i wielkimi, niebieskimi oczami.

Matka elfki uniosła wzrok znad brudnych, glinianych garnków i przeniosła go na pryczę, gdzie jej syn, Nathaniel, spokojnie bawił się na kolanach siostry.

  - Proszę, nie rozmawiajmy już o tym więcej.
  -  Ale mamo, ja...
  - Lutio, proszę?


Szkielet Smoka Panda Graphics